poniedziałek, 25 lutego 2013

Charper Erste.

[Lisa]

Założyłam okulary przeciw słoneczne i stanęłam przed domemswojego męża. Zapukałam, a on otworzył mi drzwi ucieszony.
- Cześć kochanie – przywitał się i pocałował mnie w usta.
- Stęskniłam się – powiedziałam między pocałunkami.Weszliśmy do środka, a tam siedział Ronaldo i Khedira.
- Mhh… – wyrwałam się mężowi z objęć.
- Cześć – przywitałam się z chłopakami pocałunkiem wpoliczek.
- To może nie będziemy przeszkadzać – wyszczerzył sięCristiano. Zaśmiałam się.
- Czyli w Realu wszystko po staremu – pokręciłam głową zuśmiechem.
- W niedzielę w nocy wyjeżdżasz ? – spytał Sami.
- W poniedziałek rano. – puściłam mu oczko.
- Aaa. – pokiwał głową.
- I tak przyjechałam na dłużej bo od czwartku. Zawszeprzyjeżdżam w piątki. – przytuliłam Mesuta.
- No właśnie… Mesut baaardzo tęsknił. Więc już was zostawimy – puścił mi oczko Ronaldo ipociągnął Samiego.
- Pa – pomachał nam i wyszedł z domu. Spojrzałam na Ozila.
- To co robimy ? – spytał. Przymrużyłam jedno oko.
- Chciałam z tobą poważnie porozmawiać. I chcę już dziś.Dużo o tym myślałam… – zaczęłam i wyszłam na taras. Była godzina 18.37 asłońce powoli zachodziło.
- Tylko mi nie mów, że chcesz złożyć papiery rozwodowe. –popatrzył na mnie zrozpaczony i ździwiony.
- Boże broń… ! – zaczęłam.
- Jasne, że nie ! – dodałam po chwili.
- To dobrze – odetchnął z ulgą.
- Już się bałem… nie umiem żyć bez ciebie – uśmiechnął sięi mnie pocałował w usta. Pokazałam mu, że chcę zacząć mówić, wiec mi pozwolił.
- Znamy się od dziecka. Gdy mieliśmy po 16 lat, ty akurat 15lat, poczuliśmy coś do siebie i związaliśmy się. Nasi rodzice znali się oddawna, wychowywaliśmy się razem. Potem byliśmy ze sobą przez 4 lata izdecydowaliśmy się na ślub. Co prawda byliśmy w bardzo młodym wieku. Ty miałeś19 lat, a ja 20 lat. Byliśmy jednak pewni,ze przetrwamy i takim oto sposobemjesteśmy ze sobą 7 lat. Od dziecka chciałeś być piłkarzem i nim zostałeś.Wiedziałam w co się pakuję gdy za ciebie wychodziłam. Przeprowadziłam się ztobą do Bremy i mieszkaliśmy tam razem, ale wtedy pojawiłą się propozycjaRealu. Nie mogłeś jej odrzucić i rozumiem cię. I wtedy nastąpił ten najgłupszymoment. Przychodziły listy z pogróżkami, że zginę jeśli nie zapłaciszodpowiedniej kwoty. Były one i w Bremie i w Gelsenkirchen. Nie miałam co z sobązrobić, a przecież nie chciałąm wyjeżdżać do Madrytu. Nie znam języka, ludzi, apracę miałam w niemczech, gdzie wszystkim podobały się moje projekty. Wtedypowiedziałeś, żebym wyprowadziła się do Monachium, tam będę bezpieczna. I takteż się stało. Poznałeś mnie z kilkoma chłopakami, poznałam Sashę,zaprzyjaźniłam się z nią i mieszkamy razem. Przywiązałam się już do Monachium,a do Madrytu nadal nie cchę się przeprowadzać. Boję się, że znowu ktoś będziemi groził. Boję się jeździć do domu, tylko w Monachium czuję się bezpieczna inie wiem dlaczego. Więc Mesut wybacz, ale musimy jeszcze wytrzymać te jakieś 10lat. Zakończysz karierę, wrócisz do niemiec i będzie jak dawniej. Będę starałasię poświęcać jeśli będziesz tego chciał, ale ty też się czasami poświęć. W każdyweekend będę w Madrycie. A jak nie w weekend to jestem w tygodniu, zależy czyidę na mecz Bayernu. Ale zawsze jestem i doceń to. – zakończyłam swoją długaśnąmowę. Spojrzał na mnie.
- Przypomniałaś mi teraz całe moje życie i tojak bardzo ciękocham. – przytulił mnie.
- Jeśli ma ci tak być lepiej to dobrze. Ale wiedz, żetęsknię zawsze i nie mogę się doczekać każdej twojej wizyty. – pocałował mnie wczoło.
- Będę się starała przynajmiej raz na miesiąc przyjechać nacały tydzień, jeśli będzie to możliwe. – obiecałam.
- Dobrze, to jeszcze lepiej. – uśmiechnął się.
- Czyli wszystko wyjaśnione ? – spytał.
- Tak – odrzekłam.
- A co jak będziemy chcieli dziecka ? – podrapał się pogłowie.
- Nie gadajmy o tym teraz, przyjechałam, nacieszmy sięsobą… – wytknęłam język i pociągnęłam go do domu.

[Sasha]
Lisa wyjechała do Madrytu, Siergiej do Rosji, więc ja ruszyłam do ciotki doBerlina. Mimo, że jest to spory kawałek postanowiłam udać się samochodem. Zarazmiałam wyjechać z Monachium. Zostało tylko jedno skrzyżowanie . Ruszyłam nazielonym świetle i chciałam skręcić w prawo, ale akurat z tej strony jechałorozpędzone do granic możliwości czarne BMW. Nie mogłam już nic zrobić. Anizachamować, ani skręcić. BMW z hukiem wjechało w mój samochód.
- Kurwa! – krzyknęłam. Samochód w tym samym momencie wyleciał z drogi wpadającdo jednego z większych rowów. Kiedy samochód dachował, lusterko, które było,jak widać niestabilnie przykręcone oderwało się i uderzyło mnie w głowę.Ostatnie co pamiętam to rozbijana szyba, krew i straszny ból.
*
- Co z nią? – zapytał znajomy głos.
- Narazie jest w śpiączce, ale niedługo powinniśmy ją wybudzać. Uszkodzeniagłowy wyglądały na poważne, ale to tylko lekkie wstrząśnienie mózgu. -odpowiedział ‘ktoś’ a po chwili, poznając dźwięki, wyszedł z pomieszczenia.
Druga osoba usiadła obok łóżka i chwyciła mnie za rękę. Wszędzie rozpoznam tedłonie. Siergiej. Zamrugałam i lekko uchyliłam oczy.
- Długo tu jestem? – zapytałam słabym głosem.
- 2 dni, ale cicho. – powiedział i przyłożył palec do ust.
- Siergiej… Na prawdę to nie była moja wina… – mówiłam z zamkniętymioczami.
- Wiem, kochanie, wiem.
- Lisa jeszcze o niczym nie wie. Nie mogłem się do niej… – dopowiedział, aleja już nie słyszałam reszty. Ostatnie co słyszałam to ___(maszyna co wydajepip)  wydającą przedłużone „piiiiiip” i wbiegających lekarzy.


[Lisa]

Była sobota wieczór. Wróciliśmy z Mesutem z meczu, któryrozgrywał na Santiago Bernabeu. Podłączyłam od razu telefon do ładowania, bo podrodze kupiliśmy ładowarkę. Jak się okazało, cudowna pani Lisa zapomniała wziąćjej z domu, a telefon się jej rozładował. Podłączyłam telefon i włączyłam go.20 nieodebranych połączej od Siergiej.
- O żesz. 20 nieodebranych od Siergieja – zaśmiałam się doMesuta, lecz gdy przeczytałam wiadomość mina mi zrzędła.

Sasha jest w szpitalu. Miaławypadek gdy jechała do Berlina. Proszę cię, przyjedź.

- Matko Boska Mesut !! –krzyknęłam i złapałam się za twarz.
- Muszę jechać ! – przeraziłamsię. Chłopak wziął ode mnie telefon i przeczytał wiadomość.
- Jade z tobą. – zapewnił.
- Mesut, ale ty masz mecz wsobotę ! – krzyknęłam.
- Mam mecze co tydzień. Jutromamy wolne, a jak mnie nie będzie i we wtorek to może nic się nie stanie.Zadzwonię do trenera, Ty się nie denerwuj na zapas bo to ci szkodzi. – posadziłmnie w salonie. Za jakieś 10 minut dostałam także kubek mięty, a chłopak latałpo domu pakując mnie, siebie i dzwoniąc do Mourinho. Wyrobił się chyba w 30minut, po czym znaleźliśmy się w ułamku sekundy na lotnisku.
- Są jeszcze jakieś bilety do Monachium? – spytał.
- Jeden. – odparła pracownicalotniska.
- Kurde. Mi są potrzebne dwa…Dobrze wezmę ten jeden. – pokręcił głową i kupił go.
- Ale widzi pan tamtego pana ?Kupił przed chwilą, może panu odsprzeda. – uśmiechnęła się. Pociagnął mnie za rękędo tego kolesia i zaczął z nim żywą rozmowę. Okazało się, że facet jest megakibicem Realu, jest z Berlina, uwielbia Mesuta i Samiego i obojętne mu czypoleci dziś czy jutro. Ozil odkupił od niego bilet, ale nie obyło się bezrozmów i zdjęć. Gadali tak i gadali, aż w końcu upłynęła godzina, którąmusieliśmy zaczekać. Przeszliśmy szybko odprawę i zasiedliśmy w samolocie.Zdenerwowana nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, pukałam w szybę, ściskałamrękę Niemca i robiłam nerwowe miny. W końcu wylądowaliśmy i jak najszybciejdotarliśy do szpitala po drodze zostawiając bagaże w domu. Na korytarzuspotkaliśmy Siergieja. Miał schowaną głowę w dłoniach.
- Cześć – cmoknęlam go wpoliczek.
- Cześć – zrobił to samo, a potemuścisnęli sobie ręce z Mesutem.
- Co się stało, opowiadaj.. –poklepałam go. Streścił mi całą historię tego wypadku. Ahh ta Sasha. Mogła sięnie ruszać z domu, ale nie. Ona zawsze musi coś robić, bo nie wysiedzi.
- Czemu nie możemy teraz do niejwejść ? – zapytał Ozil.
- Rozległ się pisk z maszyn ilekarze wbiegli, coś tam robią, ale sytuacja opanowana. Pielęgniarka mówiła…– mówił cicho. W ogóle był strasznie cichy, przygnębiony i smutny. Wcale się munie dziwię.  Po chwili z sali wyszedłlekarz.
- Dzień dobry ? Mogę wejść doSaschy ? – spytałam go.
- Niech państwo idą do domu i sięprześpią. A szczególnie pan, bo strasznie pan wygląda. Pani Sasha jest jeszczeza słaba, żeby przyjmować gości całym dniem. Przykro mi, ale dziś odiwedzinynie są już wskazane. – zrobił przepraszający gest i wyszedł.
- Zajebiście. Leciałam jakidiotka z Madrytu, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że nie mogę już do niejwejść. – kopnęłam krzesełko. Mesut mnie pocałował i objął.
- Siergiej ty gdzie nocujesz ? –zapytałam go.
- Mam pokój w hotelu… – odparł.
- Na pewno nie chcesz iść z namido domu ? – dopytywałam.
- Nie, dzięki. Z hotelu mam nawetbliżej, dojdę na piechotę.. Ale dzięki za troskę. Idźcie już, ja chwilęposiedzę i też pójdę – zapewnił. Mruknęłam ‘okej’ i wyszłam ze szpitala zMesutem. Szliśmy objęci w stronę domu.
- Dlaczego mnie nie było wtedygdy mnie potrzebowała ? Nie mogę sobie tego wybaczyć. – mruknęłam. Mążpocałował mnie w czoło.
- Nie martw się. Znając ją, aznam ją dobrze, to uwierz, że jest silna i z tego wyjdzie. – pocieszył mnie.
- Oby.. – pokręciłam głową.
- Musisz wyluzować, bo sama sięjeszcze chorób psychicznych nabawisz. – zaśmiał się. Weszliśmy do domu.Walnęłam się na kanapę i rozmasowałam przemęczone stopy.
- Która godzina ? – krzyknęłam doMesuta, który od razu poszedł do kuchni.
- 19.42 – odkrzyknął z pełnymiustami.
- Błyskawicznie mi minąl tendzień… – powiedziałam.
- Mi też. – usiadł koło mnie iwytarł twarz po jedzeniu.
- Wybacz, że cie głodzę, ale niemam teraz siły gotować. Muszę chwile poleżeć – pokręciłam głową. Tak też sięstało i po odpoczęciu, zrobiłam nam kolację. Obejrzeliśmy też film i wszystkobyło by pięknie gdyby nie telefon Mesuta.
- Gomez ? Sto lat się niewiedzieliśmy ! – krzyknął do słuchawki.
- Zaczyna się – burknęłam. Ozilwywrócił oczami i wyszedł z pokoju. Minęło chyba 15 minut, a on ucieszonywrócił.
-  Zbieraj się idziemy na piwo z Mullerem i Gomezem. – powiedział domnie.
- Moja najlepsza przyjaciółkależy w szpitalu, ja jestem padnięta, a ty mi każesz iść na piwo z parązidiociałych piłkarzy, którzy, jak chodzą plotki w Monachium, są parą gei ? Niedzięki, już byłam z nimi w tym miesiącu na imprezie i źle to się skończyło. –burknęłam.
- Wrzuć na luz. ! – oburzył się.Przyznam, że się we mnie zagotowało.
- Nie potrzebnie mnie z nimipoznałeś. Z nimi i z resztą tych popapranych niemców z Bayernu i reprezentacji.Ale oczywiście, uważałeś, ze nie umiem sobie znaleść znajomych i będę tusamotna… – odparłam.
- Nie gadaj tylko wstawaj iidziemy. – pociagnął mnie rękę, co w ostateczności spowodowało mój upadek naziemię.
- Mówiłam, że nie mam ochoty. –odrzekłam.
- Lisa co się dzieje ? Nigdy takanie byłaś ! – spojrzał na mnie zły.
- Przejmuję się Sashą! Jakby tosię tobie coś stało też bym się tak zachowywała. – powiedziałam i zła, poszłamdo łazienki. Umyłam twarz zimną wodą i usiadłam na podłodze. Nie poznajęwłasnego męża. Jest zupełnie innym człowiekiem niż wcześniej. Madryt gozmienił. Nawet bardzo. I nie mówię tu o chłopakach, którzy są naprawdęsympatyczni. Wszedł do łazienki.
- Proszę cię. Obiecuję, tylkojedno piwo. Sama też powinnaś coś wypić, a na pewno się odstresujesz. Jakbędziesz chciała to mów i od razu wrócimy – spojrzał na mnie błagalnie. Po 10minutowych namowach w końcu uległam. Nie wiem co, ale Mesut ma coś w sobie ichyba dlatego został moim mężem. O godzinie 21:00 siedziałam już z mężem wklubie, a po chwili pojawili się Mario i Thomas. Przywitałam się z nimpocałunkiem w policzek, po czym zamówili sobie piwo, a mi, na moją prośbę,soczek pomarańczowy…

**

Spojrzałam na zegarek którywybijał godzinę 23:30. Mesut był kompletnie pijany, Mario i Thomas wyrwalisobie dwie blondyny, a ja nie miałam zamiaru więcej tu siedzieć. Obiecywał, żenic nie wypije, a skończyło się na tym, że jest kompletnie wstawiony, Mariojeszcze zachowuje jakiś poziom, a Muller wygląda jakby właśnie przyjechałwypoczęty z wakacji. Alkohol zawsze wpływał na niego dziwnie. Ale tylko wmałych dawkach. Głowę to on miał mocną.
- Mesut idziemy – trąciłamchłopaka.
- Chcę do domu – dodałam. Onjednak totalnie mnie olał i wdał się w dyskusję, z zupełnie pijaną ‘dziunią’Gomeza. Zdenerwowałam się i wstałam od stolika wychodząc z klubu. Ruszyłam napobliski postój taksówek znajdujący się jakieś 40 metrów od klubu.
- Lisa czekaj ! – słyszałam zasobą i nie było to krzyk Mesuta. Obejrzałam się i zobaczyłam biegnącego za mnąMullera. No tak, przecież Ozil w tym stanie nawet chodzić nie może, a codopiero biegać.
- Co się stało ? – spytał.
- Hmm.. Jedyny trzeźwy. –uśmiechnęlam się lekko.
- Nie przejmuj się Mesutem. Onwariuje bez ciebie w tym Madrycie, musiał odreagować. Powiedz co się stało.. –poprosił.
- Sasha leży w szpitalu, miałąwypadek. A on nie dość, że zmusił mnie do tego spotkania to jeszcze się upił. Aobiecywał. I obiecywał poprawę w naszym związku, a wali się jeszcze bardziej.Ja już tka nie chcę – rozpłakałam się.
- Ej.. nie martw się. Będziedobrze.  – pocieszył mnie. Chociaż wsumie takie pocieszenie to usłyszę wszędzie. Uwziął się jednak, że odprowadzimnie pod same drzwi. Pojechaliśmy taksówką, a on usypiał na siedząco. Niemiałam siły go targać dalej więc zaporonowałam mu wygodną kanapę. Jak siępołożył, tak od razu zasnął, a ja poszłam w jego ślady. Mesut klamkę pocałuje ito będzie jedyne na co zasłużył. Pójdzie spać sobie do Mario czy innego kolegi.Chyba, że już zajął się towarszyszką Mario, a Gomez towarzyszką Mullera…

[Sasha]
Otworzyłam oczy około 4 nad ranem. Olałam to jednak i zasnęłam ponownie. Niepamiętałam wszystkiego. Rano ponownie obudziłam się i zobaczyłam, chyba jednegoz lekarzy.
- O, dzień dobry pani Sasho. – uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam gest.
- Już się lepiej pani czuje?
- Tak. Zdecydowanie. – odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą.
- Miała pani wczoraj gości. – powiedział już przy wyjściu.
- Kogo? – odwróciłam głowę w jego stronę.
- Pani Lisa i jej mąż. To mi wiadome. – uśmiechnął się i wyszedł. Westchnęłamgłośno. Po chwili do pokoju weszła pielęgniarka zapowiadając kolejnego gościa,a za nią stał Sergiej.
- Cześć. – przywitał mnie pocałunkiem w usta.
- Hej.
- Już dobrze? – usiadł na krzesełku obok łóżka.
- Taa. – mruknęłam.
Przegadałam z mężem około 2 godzin. Potem przyszedli lekarze zrobić badaniaitp. i powiedzieli, że jeżeli wszystko będzie ok, to jutro bądź pojutrze będęmogła wyjść. Nareszcie! Czas zleciał mi bardzo szybko. Po południu wpadł Mesut.Sam. Zdziwiło mnie to…
- Hej. – powiedziałam niepewnie.
- Cześć.
- Coś się stało? Gdzie Lisa?
- W domu. Śpi chyba… – usiadł na łóżku obok.
- Jak to „chyba”?!
- No nie wiem, nie byłem w domu dzisiaj ani w nocy!
- Co? – spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- No… Poszła z Mullerem i ani ona, ani on nie wrócili. Ale Thomas wysłał mismsa rano, że Lisa śpi spokojnie w naszej sypialnii, a on sam na kanapie. Możemało wiarygodne, ale on nie kłamie. – uśmiechnął się niepewnie.
- Wy to jesteście stare dobre małżeństwo. – zaśmiałam się i usiadłam.
- Dobrze się już czujesz? – zapytał z troską.
- Tak, dzięki. – uśmiechnęłam się.
- To dobrze. – uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Piłeś?
- Trochę…
- Wiesz, że Lisa… – zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nie lubi, kiedy piję. Ale musiałem jakoś odreagować to całe zamieszanie.Wiem.
- No właśnie. To po co pijesz? I z kim piłeś. – spojrzałam na niego.
- Z Gomezem i Mullerem.
- Po co?
- Nie wiem! Każdy ma swoje nałogi. Ty odreagowujesz pisząc piosenki, ja topiężale w kieliszkach… – speszył się.
- Jaaasne.
Mesut też chwilę posiedział, ale wyszedł tłumacząc się spotkaniem z Lisą…Rozumiałam chłopaka.
*
- Chcę stąd wyjść, jak najszybciej. – jęknęłam, kiedy pielęgniarka podała miporcję zastrzyków przeciwbólowych.
- Jeszcze jeden dzień, spokojnie. – uśmiechnęła się przyjaźnie, ale ja jąskarciłam wzrokiem.
- A nie mogłabym tak na przykład wyjść dzisiaj i dojść do siebie w domu? -zapytałam się błagalnym głosem.
- W sumie tak, ale zgodę musi wydać lekarz. Zaraz po niego pójdę.
” Nareszcie ” – pomyślałam. Po około 5 minutach wszedł lekarz z kartąwypisu. Wypełnił ją i mogłam wreszcie opuścić budynek. Na szczęście walizka zciuchami „przyjechała” ze mną do szpitala, więc spokojnie mogłamwybrać co chcę. Ubrałam niebieską sukienkę na ramiączkach, przed kolano, czarnąmarynarkę i do tego czarne 15-centymetrowe szpilki. Co jak co, ale buty naobcasie to ja kocham. Napisałam do Siergieja smsa z wiadomością, czy mógłbyprzyjechać pod szpital. Odpisał po chwili, że za 10 minut będzie. No tospakowałam rzeczy z szafki i wyszłam na ławkę przed szpitalem, żegnając się zpersonelem.
- O proszę, jak pięknie. – uśmiechnął się i pomógł mi zabrać torbę dosamochodu.
Kiedy stanęliśmy przed hotelem popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Było bliżej do szpitala. – powiedział i mnie pocałował.
- Dziękuję. – wyszeptałam i wyszliśmy.
Kiedy znaleźliśmy się już w pokoju, poprosiłam męża o ręcznik i poszłam wziąćkąpiel. Kiedy już tak leżałam dostałam smsa od Lisy: „Żyjesz jeszcze?Mesut mówił, że dowiedział się od lekarza, że jutro wychodzisz. Jak coś to dajznać.” nie odpisałam. Potem to zrobię. Po dłuższej chwili wyszłam owiniętaręcznikiem i z narzuconym szlafrokiem i usiadłam na kanapie. Chwyciłam gazetę ztego co przeczytałam, o motoryzacji. No tak, druga miłość Siergieja.


*~*~*~*
Fresa: Hej wszystkim. Nie będę się dzisiaj rozpisywać, powiem tylko, że mój fragment jak zawsze pozostawia wiele do życzenia (: no i, że wgl pisałam go może z 30 minut, więc… co do reszty mi się podoba. :D Nie wiem jak współautorce, ale mi tak <3 spoko koko, ja nie mam nic więcej do dodania ;) Tylko jeszcze słówko – przepraszam za wszystkie zaległości itp.

Magi09 – nie mam siły nic tutaj w mojej mowie pisać ;P . Cieszę się tylko, że roździał miałam wcześniej napisany, bo teraz nie dała bym rady. Postaram się w wolnych chwilach cos tu pisać, ale nic nie obiecuję. Nie obiecuję, długości i jakości bo może mi to nie wyjść. Powód – odsyłam do siebie na blogi, wszystko jest napisane. Pozdrawiam :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz